Pierwszy miesiąc roku kojarzy się z hasłami o „nowym starcie”, „lepszej wersji siebie” i konieczności natychmiastowych zmian. Posty w mediach społecznościowych, kampanie w środkach masowego przekazu i rozmowy w otoczeniu wzmacniają przekaz, że styczeń to moment przełomu — czas radykalnych decyzji, nowych nawyków i osobistej transformacji. Psychologowie coraz częściej zwracają jednak uwagę, że taka presja może przynosić odwrotny skutek — zamiast motywować, prowadzi do frustracji, poczucia porażki i spadku dobrostanu psychicznego.
Podobno nawet 80% postanowień noworocznych zostaje porzuconych już w pierwszych tygodniach roku, a jedynie około 8–9% osób utrzymuje je długofalowo – tak pokazują dane z różnych źródeł. Ten wysoki odsetek rezygnacji nie świadczy o braku silnej woli, lecz o tym, że sposób myślenia o zmianie jest często nierealistyczny i obciążający. Psychologowie podkreślają, że narracja o konieczności szybkiej poprawy siebie sprzyja myśleniu zero-jedynkowemu – albo zmiana jest spektakularna, albo oznacza porażkę. – „Nowy rok bywa traktowany jak symboliczna granica, po której wszystko powinno działać lepiej. Tymczasem psychika nie funkcjonuje według kalendarza” – mówi dr Agnieszka Roguska, psycholog, certyfikowana psychoterapeutka z Uniwersytetu w Siedlcach. – „Presja natychmiastowej zmiany zwiększa napięcie, a każde potknięcie interpretowane jest jako dowód osobistej nieskuteczności”.
Badania pokazują, że osoby stawiające sobie bardzo ambitne cele na początku roku częściej doświadczają spadku samooceny i poczucia winy, gdy nie są w stanie utrzymać nowego rytmu. Zamiast budować motywację wewnętrzną, uruchamia się mechanizm unikania i rezygnacji. Eksperci wskazują kilka kluczowych czynników – po pierwsze: cele są zbyt ogólne i oderwane od codziennych realiów, po drugie: brak planu na momenty spadku energii, po trzecie: porównywanie się z innymi i ich „idealnymi efektami” i po czwarte: ignorowanie aktualnego stanu psychicznego i zmęczenia. – „Zmiana to proces, który wymaga czasu, elastyczności i zgody na nierówne tempo. Kiedy zakładamy, że od 1 stycznia wszystko ma działać perfekcyjnie, sami podkładamy sobie nogę” – podkreśla dr Roguska.
Coraz więcej specjalistów zachęca do odejścia od myślenia o „nowej wersji siebie” na rzecz małych, realistycznych kroków, które można wdrażać niezależnie od pory roku. – „Zmiana nie musi być spektakularna, by była wartościowa. Czasem najzdrowszym celem jest stabilizacja, regeneracja albo po prostu zatrzymanie się” – zaznacza ekspertka z Uniwersytetu w Siedlcach i podkreśla, że brak rewolucji w styczniu nie jest porażką, a rezygnacja z presji może realnie poprawić dobrostan psychiczny i zwiększyć szanse na trwałe zmiany w przyszłości.
